14 października 2013 admin 2skomentowano

RZS nie przeszkodził mi w tym, aby załatwić wszystko, co miałem do załatwienia. Dodzwoniłem się w końcu do Zakładu Medycyny Nuklearnej i zapisałem  na wizytę kwalifikacyjną w Szpitalu na ul. Banacha w Warszawie. Dali mi całkiem ciekawy termin – 25 listopad br. Na ul. Szaserów i w MSWiA terminy były podobne. Wszędzie trzeba czekać. Na wszelki wypadek poprosiłem o zapisanie swojego numeru komórkowego, gdyby któryś z pacjentów się wykruszył. A nóż może się uda.

Po co wizyta kwalifikacyjna?

A po to, żeby lekarz mógł się utwierdzić w przekonaniu, że pacjent potrzebuje izotopów i skierowanie na synowektomię radioizotopową nie było tylko fanaberią zlecającego ją reumatologa. Innymi słowy, NFZ liczy kasę, bo każdy taki zabieg to podejrzewam niezła sumka:).

Jak się odbywa kwalifikacja na radioizotopy?

Z informacji, które otrzymałem od rejestratorki proces ten wygląda następująco:

  • dzwonimy i umawiamy się na wizytę kwalifikacyjną (mając wcześniej skierowanie od lekarza reumatologa)
  • wizyta kwalifikacyjna – przedstawiamy na niej dotychczasowe leczenie, rozwój choroby, badania, dokumentację choroby itd. aby lekarz mógł mieć pełnię informacji nt. naszych przypadłości – naszej choroby.
  • następnie otrzymujemy skierowanie na badanie scyntygrafii trójfazowej,  pokazującej nie tylko aktywność kości ale także tkanek miękkich, zwłaszcza błony maziowej. Na tym etapie podejmowana jest decyzja o przeprowadzeniu synowektomii radioizotopowej.

Ponieważ na wizytę kwalifikacyjną trochę sobie poczekam, a scyntygrafię będę miał około Nowego Roku (rejestratorka już mnie zdążyła uprzedzić 🙂 ), to po każdej z nich dokładnie zreferuję Wam jak to wszystko wyglądało. Podejrzewam, że samą synowektomię będę miał przeprowadzoną dopiero na Walentynki (jeśli wszystko pójdzie wedle dotychczasowego harmonogramu).

Jednym słowem PORAŻKA. Nie dziwię się, że p. Piotr Piotrowski ze Stowarzyszenia 1 czerwca powiedział PASS w walce z Ministerstwem Zdrowia i NFZ-em. Swoją drogą wielki ukłon dla Pana Piotra za to co robił dla pacjentów – podziwiam wielkiego ducha walki.

Orteza cd. 

W ubiegłym tygodniu załatwiłem również rentgen obydwu rąk i tytułową ortezę prawej dłoni. Z ortezą wynikła śmieszna sprawa, bo jak się okazało moja droga Pani reumatolog nie wpisała do końca kodu ortezy, która jest mi potrzebna. W efekcie urzędniczka NFZ, o której pisałem Wam w ostatnim wpisie, dokonała wolnej interpretacji tj. wpisała jedyną pozycję, która była dla mojej jednostki chorobowej pod wybranymi dwoma pierwszymi liczbami (kod składa się z 4 cyfr i określa dany konkretny sprzęt).

Musicie wiedzieć, że mimo tego iż rynek wyrobów ortopedycznych jest obfity, to NFZ refunduje tylko wybrany sprzęt dla jednej, konkretnej jednostki chorobowej. Co to oznacza? To oznacza, że chorując na RZS mam określony wybór sprzętu, który podlega refundacji NFZ. Jeśli chcielibyśmy np. sprzęt dostępny dla ZZSK – niestety albo otrzymamy częściową refundację, albo nie otrzymamy jej w cale.  Co ciekawe, oczy na to otworzyła mi osoba, pracująca w jednym ze sklepów ortopedycznych, u której chciałem zrealizować zlecenie :D.

Pojawił się problem, bo sprzęt którego potrzebowałem był pod innym kodem. Przez to, mogłem zgodzić się na sprzęt, który nie do końca spełniałby moje oczekiwania. Mogłem wziąć ortezę, która nie usztywniałaby mi palców prawej dłoni. Byłyby one w usztywniaczu, ale nie hamowałby on koślawienia się moich palców w kierunku łokciowym.

Usztywniałby mi tylko nadgarstek – fajnie, tylko na co mi taka orteza. Postanowiłem zatem sprawdzić czy w innych sklepach również powtórzy się sytuacja z nieszczęsnym kodem. Jak się okazało – NIE. W następnym sklepie ortopedycznym, zamówiłem pod danym kodem taką ortezę jak trzeba i co ciekawe o parędziesiąt złotych taniej – w cenie refundacji. W poprzednim sklepie musiałbym dopłacić za wybór tej samej ortezy 50-60% więcej. Widać więc, że warto najpierw się rozeznać a potem decydować na zakup (cena waha się od 90 zł do 450 zł) bo co sklep ortopedyczny to inna polityka cenowa (uzależniona pewnie od dostawców sprzętu). Ortezę odbieram w tym tygodniu.

Codzienność

Poza tym, w moim życiu nic więcej się nie przydarzyło. Czuję się lepiej, bo stawy już tak bardzo nie puchną i nie bolą. Dzisiaj tylko mam je całe obolałe, bo zmieniałem wczoraj syfon pod zlewozmywakiem. Syfon zrobiony, ręce popuchnięte.

Od dwóch tygodni przyjmuję 22,5g Methotrexatu. Chodzę nieprzytomny i otumaniony. Zmęczenie daje mi się we znaki na każdym kroku. To jest straszne żyć jak za mgłą i obserwować w spowolnionym tempie jak wszyscy wokół Ciebie normalnie funkcjonują. Na szczęście jutro biorę kwas foliowy i wszystko ok. środy powinno wrócić do normy. Życie.

A tak na wieczór może coś spokojnego:)

2 razy skomentowano wpis “Orteza w RZS czyli przygoda z NFZ (cz.2)

  1. Czytam i tak sobie myślę: Tobie młodemu, bystremu chłopakowi udało się pozałatwiać te sprawy, ale gdyby na Twoim miejscu był ktoś starszy, mniej ..oblatany” to prawdopodobnie na recepcie by się skończyło. Załatwienie tych spraw sam przyznasz wymagało sporo zachodu, żeby nie powiedzieć ekwilibrystyki. Śledzę dalszy rozwój wypadków i obawiam się, że jeszcze będzie trochę numerów ze strony NFZ. Przecieraj jednak ścieżki, może i nam się kiedyś uda?

    1. Z tą młodością to bym nie szalał, ale dziękuję, że zwróciłaś mi uwagę na osoby starsze. Fakt. Pisząc z perspektywy trzydziestolatka nie jest to problem pochodzić, popytać i ogarnąć sprawę. Taka 60-70 letnia babcia mogłaby zostać albo zrobiona w konia, albo dałaby sobie spokój.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.