4 lutego 2014 admin 44skomentowano

30 stycznia 2014 roku w Szpitalu na ul. Banacha, po 4 miesiącach czekania, miałem zabieg radiosynowektomii (synowektomii izotopowej), której celem jest redukcja stanów zapalnych i odbudowa błony maziowej w mojej prawej dłoni, zniszczonej przez RZS (reumatoidalne zapalenie stawów).

Czym jest radiosynowektomia?

To zabieg polegający na wszczepieniu cząstek izotopu w jamę stawu  (przestrzeń międzystawową), zajętego procesem zapalnym. Zabieg wykonuje się poprzez nakłucie (punkcję) chorego stawu. Metodą tą leczy się głównie przerosty błony maziowej i redukuje nawrót stanu zapalnego. Skuteczność sięga ok. 60-80% a sam zabieg jest bezpieczny dla organizmu człowieka. Izotop działa miejscowo  a promieniowanie beta, jakie wyzwala jest niegroźne.

I nadszedł sądny dzień

Karta leczenia izotopem

Czekałem na ten dzień 4 miesiące. Moja ciekawość zdecydowanie przebiła strach przed nieznanym. W czwartek, 30 stycznia, pojechałem raczej spokojny i wyluzowany do szpitala. W rejestracji byłem przed czasem, ok. 11:40. Ludzi było od cholery, ponieważ (jak się potem okazało) razem z osobami czekającymi na radiosynowektomię, czekały również osoby chore na tarczycę, którym podawano izotop jodu. Żeby nie skłamać, było nas z 25 osób (pacjenci + osoby towarzyszące), co dodatkowo w niewielkim korytarzu robiło efekt „tłumu”.

Jak tylko zjawiłem się na miejscu, od razu skierowałem się do rejestracji, aby wypełnić ostatnią już deklarację, w której zgadzam się na zabieg (chyba 3 raz wypełniałem jedno i to samo), po czym do 13:00 miałem czekać, aż z grupą 6 innych osób zostanę zaprowadzony przed salę zabiegową na oddział radiologii. Dopiero ok. 14:30 z rejestracji wyszła uprzejma Pani, która rozdała nam kartki z informacją nt zabiegu (zamieszczona obok) i zabrała nas na salę zabiegową. Wiek moich kamratów spokojnie przekraczał 50 lat a ja jak zwykle byłem najmłodszy z całego towarzystwa :D. Nie przeszkodziło to jednak w fajnej integracji i miłej, uprzejmej rozmowie.

Zabieg radiosynowektomii – przebieg

Zostałem wywołany jako ostatni. W pierwszej kolejności zostały poproszone osoby z „większymi” stawami jak kolana, biodra i łokcie. Moje nazwisko wyczytano dopiero ok. godz 15:00. Wszedłem więc do sali i już na wstępie musiałem bardzo dokładnie umyć dłonie. Mydliłem, mydliłem, spłukiwałem i wycierałem papierowym ręcznikiem. Następnie poproszono mnie o podniesienie prawej dłoni na wysokość głowy (jakbym składał przysięgę) i rozszerzenie wszystkich palców, na ile to możliwe.

Dłoń została spryskana przez pielęgniarkę jakimś sprayem (odkażającym, antybakteryjnym ??). Po tym, odziano mnie w ciężką fartuchową zbroję, która miała ochronić mnie przed promieniowaniem Roentgena. Nad stołem, przy którym siedział lub na którym leżał każdy pacjent, został umiejscowiony aparat roentgenowski, prześwietlający w czasie rzeczywistym wybrane partie ciała. Wszystko było widać na 15” monitorze LCD umieszczonym obok stołu, vis a vis miejsca w którym siedziała Pani doktor, podająca izotop. Pierwsza moja myśl , gdy wszedłem na salę „O faken! Ile ludzi?!?!!” – była pani doktor, 3 osoby do pomocy i 4-5 obserwatorów – możliwe, że studenci lub stażyści.

Usiadłem więc przy stole. Moja prawa dłoń została najpierw „ubrana” w zielony kaftanik z przerwą w środku a następnie nachylono nad nią aparat roentgenowski. I tutaj zaczęła się już ta mniej przyjemna część zabiegu. Każdy z moich stawów najpierw był miejscowo znieczulany (zimnem w sprayu) a następnie rozciągany w celu wprowadzenia izotopu do jamy stawu. Technicznie wyglądało to tak, że pani doktor łapała mnie za każdego palca i ciągnęła go w swoją stronę przy jednoczesnym oporze z mojej. Ona do siebie, ja do siebie, cyk (staw się rozszerzył) – nakłucie, wprowadzenie izotopu i tak 9 razy z rzędu.

Po zabiegu

Finalnie izotop wprowadzono mi do 9 stawów. Pierwotnie wersja zakładała 3 lub 4 stawy. Dłoń po zabiegu zabandażowano i usztywniono. Miałem szlaban na jakąkolwiek aktywność od 48h do 72h. Dopiero w niedzielę mogłem zdjąć bandaż i powolutku zacząć cokolwiek robić ręką. Przestrzeżono mnie jednak przed jakimkolwiek dźwiganiem, przesilaniem się, ćwiczeniami obciążającymi rękę itp. Przez ok. tydzień do 2 tygodni mam oszczędzać ją, ile się tylko da.

Za 3 miesiące przewidziana jest kontrola, ale to dla mnie akurat sprawa dyskusyjna, bo nie kazano mi ani zapisać się na wizytę, ani nie podano lekarza do którego mam się zgłosić. Tak się składa, że na zabieg skierował mnie lekarz reumatolog ze szpitala MSWiA a nie ze szpitala na Banacha. Zadzwonię, dowiem się i sprawa pewnie się rozwiąże.

I tak, moi drodzy, zakończyła się moja przygoda z izotopami. Po zabiegu, bolały mnie w zasadzie tylko miejsca nakłuć. Działania izotopu w żaden sposób nie odczułem. Nic mnie nie boli, nie szczypie, nie pali. Nie miałem drgawek, gorączki czy omamów wzrokowych:)) Nie mam też żadnych zmian skórnych. Po zabiegu nie biorę specjalnych leków, za wyjątkiem standardowych na RZS. Ot co. Czuję się jak przed zabiegiem z tą różnicą, że nie mam obrzęków w prawej dłoni. Na efekt przyjdzie mi poczekać od 6 tyg. do 6 miesięcy, ale już teraz jestem mega szczęśliwy że to wszystko jest już za mną.

Przeczytaj również:
Radiosynowektomia coraz bliżej W końcu udało mi się odebrać moje wyniki ze scyntygrafii i niestety to co miała potwierdzić - potwierdziła. Mam duże sta...
Izotopy i scyntygrafia trójfazowa w RZS RZS nie daje za wygraną. On mnie bólem a ja go izotopami. 25 listopada, w poniedziałek, byłem w warszawskim Centralnym ...
Orteza w RZS czyli przygoda z NFZ (cz.2) RZS nie przeszkodził mi w tym, aby załatwić wszystko, co miałem do załatwienia. Dodzwoniłem się w końcu do Zakładu Medyc...

44 razy skomentowano wpis “Synowektomia izotopowa w RZS

  1. Jesteś pionierem. Gratulacje! A Twoja strona i to,co robisz dla innych chorych w tym dla mnie – niedoprzecenienia! Dobrze, że jesteś. Trzymaj się:)

    1. Pionier ze mnie żaden:) A strona ma pomagać i jeśli to robi, to bardzo się z tego cieszę. Taki był cel:)

  2. Popieram wypowiedź Katji. Bardzo nam pomagasz opisując swoje perypetie związane z chorowaniem na rzs i nie chodzi o to, że sobie poczytamy i tyle, Ty nas inspirujesz do działania. pozdrawiam i trzymam kciuki za pozytywne efekty zabiegu.

  3. Czekałam niecierpliwie i trzymałam kciuki. Mam nadzieję, że na efekty nie trzeba będzie czekać, aż 6 miesięcy. Czekam na dalszą relację z efektów zabiegu. No i przede wszystkim gratuluję odwagi!

    1. Dzięki, ale odważny to był Felix Baumgartner skaczący ze stratosfery. Ja tylko chcę się uwolnić od bólu.

  4. mam 16 lat choruje na mirzs od 2007 roku,mialem podany izotop i nie czuje zbytniej poprawy, brak mi juz sil do zycia i walczenia z tym g*wnem

    1. Wiem, bo to w cale nie jest proste. Walka nie jest prosta. Nigdy i nigdzie. Ale siła do walki tkwi głęboko w nas. Trzeba ją tylko odnaleźć. Jak zachorowałem, byłem rok starszy od Ciebie. Wiem, że nie jest łatwo. Też miałem i mam chwile zwątpienia. Brakowało sił i nadziei. Ale to mija. Wszystko mija. Najgorszy ból i największe zwątpienie. Póki walczysz – wygrywasz.

        1. Choroba niestety jest nieuleczalna. Paradoksalnie im szybciej z tym się oswoisz, tym później będzie Ci łatwiej. Można jednak dzięki odpowiedniemu leczeniu ją wyciszyć – tak, że nie będzie dawała Ci się we znaki.

          Jak sobie radzić? Oddziel emocje od faktów. Fakty są takie, że jesteśmy chorzy. Na podstawie tych faktów działaj: bądź świadomy na co chorujesz; co Ci wolno i czego Ci nie wolno; obserwuj siebie i swój organizm – po czym czujesz się lepiej a po czym gorzej; czytaj!; dbaj o siebie. Wyciągaj wnioski i po prostu działaj. W zakres emocji wchodzi Twoje samopoczucie: zwątpienie, obawy, lęki, pytania typu „dlaczego ja?”; „czemu mnie to spotkało?”; „nigdy nie będę jak inni”. Emocje to naturalne reakcje Twojego organizmu. Dopuszczaj je do siebie – dają Ci informacje na temat Ciebie i tego czego Ci potrzeba, czego Ci brakuje. Dbaj o swoją motywację. Miej marzenia. Stawiaj cele. I nie rezygnuj z tego co daje Ci szczęście i satysfakcję. Ci którzy chcą coś osiągnąć, szukają sposobów. Ci, którzy nie chcą, szukają wymówek.

        2. Cześć Kris,
          tak jak Ci napisał nasz wspaniały Admin – choroba jest nieuleczalna, a wyjście jest jedno: STAWIĆ JEJ CZOŁA! Są dni, gdy nie chce Ci się nic, gdy jesteś tak zmęczony i obolały, że Twoja psychika sięga dna. Ja obecnie mam tak bardzo często, gdyż moja choroba w szybkim tempie zaczęła postępować. Musisz znaleźć cel w życiu – mój cel, być może prymitywny brzmiał RODZINA. Teraz, gdy ten cel jest osiągnięty, a mój stan zdrowia się pogarsza wytyczyłam sobie inny: WALCZĘ Z CHOROBĄ DLA MOJEJ 15 MIESIĘCZNEJ CÓRECZKI.
          Jak sobie radzić z chorobą?
          Ja niestety czasami sobie nie radzę.. wtedy jestem dość przykra dla otoczenia – w tym moich najbliższych 🙁 Ale zawsze pocieszam się myślą, że ta choroba ma to do siebie, że jak już Cię rozłoży na łopatki, a Ty odpowiednio wyprowadzisz cios lekami, to da Ci spokój na jakiś czas 🙂 I dla tego spokoju warto walczyć! Miewałam okresy wyciszenia choroby trwające nawet 1 rok – 1,5 roku. Są to wspaniałe chwile i oczywiście w euforii nie można odstawiać leków- lekarz i tak Ci je zmniejszy przy dobrym samopoczuciu, ale ważne, żebyś nawet najmniejszą dawkę przyjmował zgodnie z zaleceniami.
          Powiem Ci jeszcze tak – ta choroba to ograniczenia, głównie z uwagi na wyniszczenie stawów (trzeba je oszczędzać). Moja lekarka mi zabroniła kąpieli w jeziorach, w morzu itd. Ale dopóki czegoś nie spróbujesz, to nikt nie może Ci powiedzieć, że jesteś taki, jak inni z RZS i że Ci to zaszkodzi. Nie namawiam Cię do buntu – broń Boże. Ja tylko chcę Cię pocieszyć, że nie musisz do końca rezygnować ze wszystkiego (chodzi mi o aktywność), co kochasz. Ja uwielbiałam (nadal uwielbiam) morze – nasze polskie morze. Lekarka stwierdziła, że tamtejszy klimat źle znoszą chorzy na RZS. Przypadkowo udało mi się dostać dorywczą pracę na wakacje w Łebie. To był cudowny czas. Mój stan zdrowia się poprawił. Codziennie wieczorem kąpałam się w morzu – zimna woda przeszywała mnie do szpiku kości, ale stan zdrowia się nie pogorszył. 🙂 Teoria więc się nie sprawdziła – wróciłam w lepszym stanie do domu niż pojechałam. 🙂
          Pozdrawiam Cię ciepło i trzymam za Ciebie kciuki. Zobaczysz – ta choroba to nie koniec świata. Da się z nią żyć. Ja już się z nią koleguję przez 15 lat. 🙂

          1. To samolubne i nieodpowiedzialne decydowac sie na potomstwo majac defekty genetyczne, choroby z autoagresji, etc., ktore mozna „sprezentowac” dziecku. A jak instynkt rodzicielski daje o sobie znac wbrew rozsadkowi, to istnieja adopcje – polecam do przemyslen… Pozdrawiam.

  5. Witam, moja córka ma 11 lat, od 2006 walczy z mizs a ja razem z nią:( Dzisiaj córka dostała skierowana ,na symowektomie izotopową stawów kolanowych, baaaardzo się boi. Przez te lata, choroba zaatakowała wszystkie duże i małe stawy włącznie z kręgosłupem. Obie jesteśmy już wykończone ….. dziękuje za to co piszecie bardzo mi to pomaga i dodaje siły a ja mogę tę siłę przekazać dziecku.
    Nigdy nie pisalam komentarzy, przeglądam tylko strony i czytałam, muszę jednak powiedzieć, że najgorsze co usłyszałam od córki to słowa ,, mamao chcę umrzeć i nie czuć już bólu …. ,,

    1. Najtrudniejsze dla rodzica jest zawsze cierpienie jego dziecka. Nie jestem w stanie postawić się w Twojej sytuacji, bo nie mam dzieci, ale wiedz że siła tkwi w Tobie. Ona tam jest. I nawet jeśli wydaje Ci się, że jesteś w kompletnie beznadziejnej sytuacji to wiedz o tym, że nawet najgorszy moment w życiu człowieka zawsze w końcu mija. Trzymam za Ciebie kciuki.

      Co do synowektomii, nie jest ona taka straszna. Strasznie brzmi, ale warto przez nią przejść bo daje dobre efekty. Śmiało mogę napisać, po niemal 6 tygodniach od zabiegu, że stopień opuchlizn w mojej prawej ręce zmniejszył mi się o 70-80%. To naprawdę pomaga:) Uszy do góry.

    2. Witam, choruje na rzs od 13 lat i mimo b.
      zlej prognozy ze strony lekarzy oraz calkowitej rezygnacji z lekow podstawowych w celu dlugoterminowego leczenia – z wyjatkiem rzadkiego przyjmowania lekow przeciwbolowych- zyje z rzs calkiem niezle mimo, a moze dzieki temu, ze zdecydowalam sie na leczenie oparte na medycynie chinskiej oraz calkowitej zmianie odzywiania. Z calego serca zalecam Pani udac sie do odpowiedniego specjalisty w Polsce ( ja mieszkam w Niemczech) oraz o uzupelnienie terapii medycyny tradycyjnej medycyna chinska. Pozdrawiam Dorota

  6. Witam ,
    jutro mam zabieg synowektomii prawego łokcia, choruje na rzs 8 lat i staw wyniszczony od blokad no i od samej choroby. Mam wielka nadzieje ze zabieg usprawni łokiec tym bardziej ze jestem praworęczna. Kolejne stawy to kolano i staw skokowy, bola chrupia a ja juz nie mam pomysłu jak schodzic ze schodow…
    dodam ze na zabieg czekałam ponad rok czasu 🙁 w tym czasie zdazyło rozwalic sie kolano :((((

    1. Nie martw się Mishka, wszystko będzie dobrze. Zabiegu się nie obawiaj. Trwa raptem kilka minut. Po nim koniecznie dbaj o siebie, nie przeciążaj kolana i stosuj się do zaleceń lekarzy. Trzymam kciuki :))

  7. Cześć Admin,
    czy informowano Cię , że nie powinieneś po zabiegu przebywać z innymi osobami – głównie z dziećmi przez 1-2 dni. Dostałam taką informację od lekarza ale nigdzie o tym nie jest napisane.
    Pozdrawiam

    1. Cześć Dronka,

      nie, nie powiedziano mi tego, jednakże co ma z tym związek, wyjaśniono mi, że promieniowanie beta jest niegroźne, ponieważ:
      po pierwsze: izotop działa miejscowo
      po drugie: jego zakres promieniowania tj ok 1-3 cm od miejsca wlewu

      Osoby, które brały izotop doustnie np. na tarczycę, owszem kilka dni musiały stronić od kontaktów z innymi, spać osobno i cały czas w jednej pidżamie, oddawać siku do nocnika a nie ogólnodostępnej toalety itd. itp.

      1. Dzięki bardzo za informacje. Zastanawiałam się gdzie się wynieść, szczególnie, że będę miała zastrzyk w kolano i unieruchomią mnie na 48 godzin.
        Pozdrawiam

  8. cześć, chciałam zapytać czy w miejscu wkłucia miałeś jakiekolwiek ślady? ja miałam dzisiaj synowektomię kolana i w miejscu wkłucia mam ciemne kropki..troszkę był też brudny opatrunek..

  9. Witam,
    choruję na MIZS od 13 r.ż. (teraz mam 22 lata). Od początku mam postać nielicznostawową, zajęty prawy staw skokowy i prawe kolano. Biorę Sulfasalazin EN 2×2 i doraźnie diprophos dostawowo. Zabieg radiosynowektomii miałam robiony już wielokrotnie odkąd skończyłam 18 lat (4 czy 5 razy), zawsze na kolano. I muszę powiedzieć że nie ma nic lepszego, po podaniu izotopu kolano jest jak zdrowe noa kilkanaście miesięcy. Zero obrzęku i bólu. Niestety w szpitalach w moim mieście (szczecin) nie podają jeszcze izotopow do stawów skokowych, więc chyba poszukam w innych miastach, bo kostka bardzo mi dokucza a izotop działa na mnie cudownie. Pozdrawiam

  10. moja córka choruje na zapalenie stawów od drugiego roku życia ..teraz ,a 9 lat i skierowanie na scytnografię kości i stawów …kwalifikacja juz w piątek .bardzo się martwię i boję o nią

  11. Witaj !
    Cieszę się,że trafiłam na Twój blog.Od 15-tu lat leczę się na RZS.Toczka w toczkę mam to samo.Mnie powoli zaczynają boleć większe stawy ale widoczne zmiany na razie są w stawach paliczkowych.Do tej pory cuda czyniła akupunktura ale lekarz który ją robił nagle zmarł:-(Raz na pół roku korzystałam z akupunktury i przez kilka lat zapomniałam o chorobie ale nie ona o mnie.Obecnie robione akupunktury raczej nie pomagają.Każdy mówi -musi być 10 zabiegów.Mój lekarz robił 3 zabiegi co drugi dzień i było po problemie.Obecnie jestem po 10 -ciu zabiegach akupunktury(już miesiąc a poprawy nie widzę.Lżejszą mam tylko kieszeń.Sanatorium też nic nie pomogło.Czy mógłbyś podać namiary na szpital w którym miałeś robioną scyntygrafię i radiosynowektomię?
    Czy odbyło się to bezpłatnie?Czy skierowanie musi być od reumatologa,bo słyszałam że nie koniecznie.
    Pozdrawiam

    1. Hej! scyntygrafię i synowektomię miałem robioną w Warszawie w szpitalu na ul. Banacha. Odbyło się to w pełni bezpłatnie i potrzebowałem skierowania od lekarza prowadzącego.

  12. Witam, jutro czeka mnie ten zabieg i moje pytanie do Ciebie,to czy po zabiegu zostales w szpitalu na dłużej? czy wypuscili Cie do domu ?

    1. To zależy na co masz zabieg. Generalnie z tego co widziałem, każda osoba, która nie leżała w szpitalu przychodziła z os. towarzyszącą i zaraz po zabiegu wracała do domu.

  13. Jutro mam miec radiosynowektomie w miejscu stawu kolanowego i tak sie zastanawiam,czy Po unieruchomieniu kolana bede mogla wyjsc do domu,czy nie? Skoro unieruchomienie ma trwac 48h minimum.

    1. A nie powiedział Ci lekarz? Jeśli nie dostałaś info, że będziesz musiała zostać to Cie wypuszczą do domu. Tylko będziesz musiała sobie zorganizować osobę do pomocy i transport.

      1. Na szczęcście idę z mężem. Niestety moj lekarz jest mało rozmowny,a ja tez w tym wszystkim nie zapytałam o to. Wiem tylko,ze wsadza mi to w taka tzw ortezę i tyle.
        Jeszcze jedno pytanie,zabieg jest całkowicie bezbolesny? Byc moze przesadzam,albo jestem juz przewrazliwiona,ale od momentu kiedy mnie to kolano tak bardzo bolało(nikomu nie zycze takiego bólu) ,Po prostu sie boje chyba najmniejszej ingerencji w to kolano.

        1. Nie będę Ci ściemniał. To nie jest nic przyjemnego, ale do przeżycia. Najgorszy jest moment wkłucia i podania izotopu a potem 48h unieruchomienie. Nie ma to jednak żadnego porównania do jakiegokolwiek zabiegu operacyjnego. Tego nie musisz się więc obawiać 🙂 Głowa do góry, to nie jest takie straszne. Ja osobiście wolałbym iść na radiosynowektomię niż leczenie kanałowe zębów 🙂

          1. Ja się leczenia kanałowego akurat nie boje. A każda ingerencja w kolano kojarzy mi się z bólem:(ale Dziekuje za słowa otuchy. 🙂 być może jakoś to przeżyje. 🙂 dodam tylko,ze zabieg mam w Niemczech,wiec wszystko chyba pójdzie nieco sprawniej,mam na myśli omijanie kolejek. 🙂
            Dziękuje i pozdrawiam. 🙂

              1. W zeszły piątek dopiero miałam ten zabieg i naprawdę milion razy bardziej wolę wizytę u dentysty niż ten zastrzyk. Trwało to bardzo krótko,bo sam zastrzyk jakies 2-3min,ale ból, nikomu go nie życzę. Jakby ktoś nogę od wewnątrz rozrywał.
                Wizyta kontrolna za 6tyg,oby była 100%poprawa i wszystkim wam tego życzę.
                Pozdrawiam

  14. Dziś jest czwarty dzień po izotopów w dłoni boli spuchnięte biorę Olfen p.bulowy Nie wiem co mam robić czy mogę zrobić okłady a Lekarz za 3miesiące proszę powiedzieć co mogę zrobić.

    1. Najlepiej skontaktować się z placówką medyczną (lekarzem), gdzie był prowadzony zabieg. Ja niestety jestem tylko pacjentem, więc trudno mi cokolwiek poradzić. Szukałbym nawet pomocy u lekarza pierwszego kontaktu jeśli trzeba by było.

  15. Witam. Wiem, że temat stary, ale właśnie mam mieć RSO na prawej ręce w szpitalu przy Banacha. Mam pytania: czy Twoim zdaniem będę mogła się odwieźć do domu samochodem (mam automat) i ile się dostaje L4 po zabiegu? Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam.

    1. Ja nie ryzykowałem. Mając manuala nie dałbym rady pojechać. Ty rób jak uważasz, ale ja bym prędzej wziął takse niż bawił się w automat.
      Pozdr, Admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.