8 stycznia 2016 admin 4skomentowano

Ten wpis miał się ukazać kilka tygodni temu, w zupełnie innej formie niż obecna, inaczej napisany i traktujący o historii dwojga młodych, zakochanych w sobie osób, które razem walczą z chorobą i nieszczęściem, które spadło na nich jak grom z jasnego nieba. Miałem standardowo opisać historię Martyny, chorującej na toczeń, która mając w zasadzie już poukładane życie prywatne i zawodowe razem ze swoim narzeczonym Marcinem, nagle dostała udaru, który kompletnie zmienił jej życie.

Postanowiłem skupić się jednak na nieco innym aspekcie tej historii. Zacznijmy więc od początku. 27 listopada 2015 napisał do mnie przez formularz kontaktowy pewien gość o imieniu Marcin. Zwrócił się do mnie z prośbą, czy nie opisałbym historii jego dziewczyny – Martyny, która walczy usilnie o powrót do normalności. Jej historia w dużym skrócie prezentuje się tak:

Martyna to fajna, radosna, uśmiechnięta i pełna życia dziewczyna, która mając 26 lat i będąc świeżo po obronie mgra fizjoterapii, dostaje stałą pracę, zdaje prawo jazdy i zaręcza się z Marcinem. 2 lipca 2014 roku dostaje udaru na tle niedokrwiennym i „ociera się” o śpiączkę mózgową. Po wielu tygodniach badań, wycieczkach po szpitalach i próbach postawienia diagnozy, lekarze stwierdzają u narzeczonej Marcina toczeń rumieniowaty wraz z zespołem antyfosfolipidowym. Na domiar złego niedługo później Martyna traci mamę. Sam udar spowodował połowiczne porażenie ciała oraz w późniejszym czasie padaczkę poudarową. Martyna nie załamała się i od razu rozpoczęła rehabilitację, i długą drogę powrotu do jako takiej normalności oraz samodzielnego funkcjonowania. Całą historię jej niezłomnej postawy i heroicznej walki możecie przeczytać na blogu prowadzonym przez Marcina www.tynatru.blogspot.com.

Co mnie ujęło, że postanowiłem o tym napisać? Determinacja Marcina w tym, by pomóc swojej ukochanej narzeczonej. Ujęła mnie nieprawdopodobna walka tych dwojga. I to nie jest historia miłości jak z komedii romantycznych. Tu nie ma cudownego happy – endu. Tu jest praca, praca, praca i niepoddawanie się. Są tu łzy, strach, nieprzespane noce, walka z samym sobą, mnóstwo wątpliwości i jedna myśl „Martyna musi wydobrzeć”. Marcin to gość, któremu będę kibicował, bo facet ma jaja i widać, że stanie na głowie, by Martyna mogła wrócić do zdrowia. Już teraz nagłośnił sprawę w okolicznych mediach i przyczynił się do kilku zbiórek pieniędzy. M.in. z jego inicjatywy odbył się również koncert, na którym zbierano fundusze na rehabilitację Martyny. Mówiąc bez ogródek – takich ludzi jak on powinno być jak najwięcej.  Bo nie kocha się za coś, tylko mimo wszystko.

Dlaczego nie skupiam się w 100% na chorobie i walce Martyny? Bo my to już znamy. Zarówno ja jak i Wy, każdego dnia walczymy o siebie i swoją przyszłość. Wiemy doskonale z czym to się je i jak wygląda codzienność. Walczymy o swoje zdrowie i każdy z nas – chorych na RZS, doskonale zna smak strachu o „dzień jutrzejszy”. Jesteśmy w stanie w pełni zrozumieć Martynę i jej sytuację. W naszym życiu również nagle opadła czarna kurtyna. Świat, w którym żyliśmy nagle się skończył i stanęliśmy w miejscu w którym, jeszcze dzień przed diagnozą, nie pomyślelibyśmy że kiedykolwiek będziemy.

Słowa Marcina, który w jednym ze swoich wpisów na blogu podsumował feralny 2014 rok, utwierdziły mnie dodatkowo w przekonaniu, że temu gościowi trzeba pomóc. Warto abyście też przeczytali co napisał:

„Druga część roku nie była już tak usłana różami, lecz mimo wszystko…też należy ją zaliczyć do udanych. Brzmi to dziwnie po tym wszystkim co przeszliśmy, ale przecież…Martyna żyje i ma się mimo wszystko dobrze, a początkowo przecież lekarze załamywali ręce przygotowując nas wszystkich na najgorsze. Z każdej takiej sytuacji należy wyciągnąć pozytywy, czerpać je z najmniejszych rzeczy, bo to nie diabeł tkwi w szczegółach, a prawdziwe szczęście, tylko kluczem jest odkryć te szczegóły i wyciągnąć z nich właściwe wnioski. Przecież to my sami nadajemy ton wszystkiemu co się z nami dzieje, to MY interpretujemy życiowe wydarzenia, to od nas zależy jak odbierzemy to co się stało i czy życiowe „porażki” przekujemy w sukces.

Mój apel jest banalnie prosty:

Wesprzyjcie walkę Marcina o to, aby jego narzeczona stanęła na nogi. Wesprzyjcie gościa, który nie skapitulował, który nie uciekł i który heroicznie walczy o swoją miłość. Wesprzyjcie walkę Martyny o powrót do sprawności!

Ze swojej strony będę wspierał ich, nie tylko tym artykułem. Od 11 stycznia do końca kwietnia, na stronie REZASTA.NET będzie baner, z numerem konta na który można wpłacać pieniądze na rehabilitację Martyny. Dodatkowo, będzie również tam informacja o numerze KRS, na który możecie oddawać swój 1% podatku. Mój 1% i moich znajomych poleci na 100% do nich. A poniżej konto i dokumentacja ich walki. Polecam obejrzeć.

Oceń wpis SłabyPrzeciętnyŚredniCiekawyBardzo ciekawy (14 oddanych głosów. Średnia ocena: 4,71 )

Loading...

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „SŁONECZKO”
Stawnica 33
77-400 Złotów
Nr konta: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
Tytuł wpłaty: Dla Martyny Dziadura 212/D

4 razy skomentowano wpis “Miłość heroicznie walcząca z chorobą

  1. Jesteście WIELCY, macie ogromną wolę walki o Wasze życie i szczęście. Podziwiam Was!
    Martynko, nigdy się nie poddawaj!

    Wszyscy chorzy do końca życie: nie wiem, czy ktoś Wam to już mówił, ale jeśli nie to musicie wiedzieć, że życie ucieka nam przez palce. Zaraz się skończy i nie zostanie po nas nic. Pomimo bólu i trudu, walczmy o piękne chwile, nie zamykajmy się w domach, nie izolujmy! Róbmy to na co mamy ochotę teraz, bo później będzie za późno!

    Co ma być to będzie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.