4 grudnia 2018 admin 18Comment

Czy często macie tak, że nie macie już siły walczyć z RZS-em? Takie uczucie chyba każdego prędzej czy później dopada i zasiewa w naszej głowie ziarno wątpliwości. Poranki dość często są dla nas ciężkie i bolesne. Stawy odmawiają posłuszeństwa, a nieprzespana noc, spowodowana bólem raczej nie zachęca do aktywności za dnia. Jak więc sobie z tym dawać radę? 

Nie wolno się nigdy poddawać. Tę zasadę akurat przejąłem od mojego reumatologa, który leczył mnie kilka lat temu i dość mocno wbił do głowy przekonanie, że póki walczę, to jestem de facto w grze. Prawda jest taka, że nasza choroba się rozwija, ale im bardziej będziemy starali się ją spowolnić, tym więcej uda nam się w naszym życiu zrobić.

Na samym początku, w sytuacji, w której widziałem swoją przyszłość w czarnych kolorach, niespecjalnie byłem co do tego przekonany, jednakże moje argumenty zostały wybite jednym prostym pytaniem lekarza: „Czy gdybyś wiedział, że za 15 lat ktoś wynajdzie lek na RZS, nie starałbyś się zrobić wszystkiego co w Twojej mocy, aby spowolnić chorobę i potem cieszyć się zdrowiem, które Ci pozostało?”.

Po krótkim namyśle, odpowiedziałem, że jak najbardziej tak, ale co to ma do rzeczy, skoro i tak wiem, że do wynalezienia leku jeszcze hen hen daleka droga. Wtedy pani profesor spojrzała na mnie i z uśmiechem na ustach postawiła kropkę nad „i” kolejnym pytaniem: „A skąd to możesz wiedzieć, skoro obecnie medycyna rozwija się szybciej niż kiedykolwiek w historii?”.

Niezależnie od tego, co myślicie i ile argumentów macie za tym, że jeszcze daleko nam do wynalezienia leku na RZS, to trudno nie przyznać racji, że jeśli weźmiemy pod uwagę ostatnie 30 lat w reumatologii, to widzimy znaczący progres. Leczenie podstawowe, mieszane, kliniczne, biologiczne, nanochirurgia i bogata diagnostyka to chyba najbardziej dobitne tego przykłady.

Wracając jednak do mojej reumatolog – nie chodziło jej o to by dać mi nadzieję, ale „tylko i aż”, choć na chwilę zmienić moją perspektywę. Po co? Aby pokazać sens codziennej walki o swoje zdrowie. Bo co jeśli za te 10, 20 czy 30 lat faktycznie będę świadkiem przełomu w leczeniu naszej choroby? Czy nie chciałbym do tego czasu zachować jak najwięcej zdrowia? Pytanie jest chyba retoryczne.

Warto walczyć, warto przestrzegać zaleceń lekarza i monitorować rozwój choroby zapalnej. Warto też budować swoją świadomość dzięki kampaniom takim jak RZS Porozmawiajmy. Wszystko po to, aby żyło nam się łatwiej; by mieć jak największy oręż do walki z chorobą i na koniec po to, by być uczciwym względem samego siebie i wiedzieć, że zrobiło się wszystko co w swojej mocy, aby zahamować postęp choroby.

Mam wiele takich dni, w których wątpię w siebie i w to, że będzie dobrze, jednak każdego poranka wstaję i idę przed siebie. Nie stoję w miejscu. Walczę. Czasem mocniej, czasem słabiej, ale walczę.  

Wierzę po prostu w szczęśliwy koniec swojej historii.

Pomóż mi pisać lepiej. Oceń ten wpis SłabyPrzeciętnyŚredniCiekawyBardzo ciekawy (23 oddanych głosów. Średnia ocena: 4,17 )

Loading...

Przeczytaj również:
„Life hack” reumatyka czyli 9 sposobów na to jak pamiętać o wizytach l... Dzisiejszy wpis w zasadzie ma jeden podstawowy cel: ułatwienie Wam życia z chorobą przewlekłą, jaką jest RZS. Nie warto ...
A w 2018 roku bardzo chciałbym… Coroczna zmiana daty od zawsze była tym momentem, w życiu niemal każdego z nas, który skłaniał do pewnych podsumowań i s...
RZS. Na początku drogi RZS? Co to u licha jest RZS? Pamiętacie to pytanie, które zadawaliście sobie gdy tylko dowiedzieliście się o d...


18 wypowiedzi do “Historia jednego motywującego pytania

  1. A mnie dopadło totalne zwątpienie. Co jeszcze się przyplącze. RZS, ZS, ALERGIA, PŁUCA, NERWICA itd. Brak motywacji, siły do walki. A jednak, zbieram się zaczynam nowy dzień. 😘

  2. Anonim, człowiek nie jest stworzony do tego by upadać, tylko by się podnosić i walczyć. Dużo siły. Trzymam za Ciebie mocno kciuki.

  3. Mnie też dopadło zwątpienie. Czuję się podle. Jestem akurat po ,,przeglądzie „szpitalnym. Mój współtowarzysz nie odpuszcza i umila moje życie. Zastanawiam się co dalej? Nie znam odpowiedzi, i z trudem ruszam dalej przed siebie.

  4. Mnie dopadła wściekłość po wyjściu od alergologa… Chciałam tylko leki a wyszłam ze skierowanie do najlepszej kliniki w Polsce, która zajmuje się takimi jak ja😁celiakia, autoimmunologiczne zapalenie żołądka, nieokreślone zapalenie stawów, no i do kompletu wstrząsy anafilaktyczne o niewiadomym podłożu, wspomniała jeszcze o biologicznym leczeniu, ale to już chyba nie dla mnie, bo jestem za zdrowa 😁tak się wściekłam, że przebiegłam 13 km w mrozie, pomogło. W każdy dzień wolny od rana gimnastyka i trening i aż chce się żyć!!!! 👍👌A jak jest ciężko to i tak nikomu nie powiem 😉bieganie mi pomaga🙂

  5. A ja czym zdrowiej się odzywiam i czym więcej spaceruje tym mam wyższe miano przeciwcial ana. Wiem, że trzeba mieć ciagle nadzieję i ciągle trzeba iść do przodu mimo wszystko, ale czasem to jest naprawdę bardzooo bardzo trudne.

  6. A mi poki co pomaga metex. Maz nie slyszy codziennie marudzenia ze mnie cos boli jak mialam ostatnio w zwyczaju i nawet udalo mi sie zejsc z metypredu i biore co drugi dzien. Jedyny minus to zauwazylam ze mi bardziej wlosy wypadaja ale ich mam jeszcze duzo i licze, ze to kwestia przyzwyczajenia sie organizmu. Mimo wszystko wole mniej wlosow i jeden zastrzyk w tygodniu niz cztery tabletki dziennie sulfasalazyny i ciagly bol

  7. Kaska włosami się nie przejmuj. Mnie też się przerzedziły. Był czas kiedy wychodziły garściami, ale że mam gęste to jeszcze trochę zostało. I muszę stwierdzić, że trochę te wypadanie zatrzymało się. Posiłkuję się Vitapilem-jest ok. Najważniejsze żeby nas jak najmniej bolało.

    1. Dziewczyny, niestety forum nie funkcjonuje bo najzwyczajniej w świecie zaczęto traktować je jako przestrzeń reklamową, robiąc z niego tablicę ogłoszeniową. Jestem sam i niestety nie miałem czasu na to by cokolwiek więcej tam zrobić. Myślę nad innym rozwiązaniem, które zagości być może niedługo na blogu.

  8. Jaki progres? Może i są nowe leki, natomiast większość ludzi z RZS w Polsce leczonych jest MTX. Na biologiczne mało kto może liczyć, chyba że leczy się za granicą, jest w bardzo złym stanie albo stać go na to finansowo.

    1. A no taki progres. Kiedyś nie było tak bogatej i szybkiej diagnostyki jak obecnie. Nie było badań dotyczących diety, nie było tak szerokiej dostępności do leków. I nawet jeśli u nas w Polsce sytuacja związana z dostępem do lekarza i leczenia biologicznego jest chora (bo jest bez dwóch zdań), to nie ma co jęczeć, że od 40 lat stoimy w miejscu – bo nie stoimy.

  9. Nawet jeśli lek na RZS wynalezionoby dzisiaj, dostaliśmy go za 20-25lat, bo badania, testy, patenty, lobby firm farmaceutycznych, niechęć finansowania drogich terapii przez NFZ itd. No ale i tak jest lepiej niż kiedyś, przynajmniej dostajemy od początku odpowiednio dużą
    dawkę MTX, a nie same sterydy i NLPZ…

  10. Witam czy jest ktoś ktoś na grupie ma rzs usadowiony na ścięgnach Achillesa ,jeźeli tak to dajcie znać .Miałam zerwane dwa razy ,operowane w 2016 znowu mam stan zapalny trzy tygodnie na antybiotyku i żadnej poprawy ,obecnie skierowanie na komorę baryczną.Noga bardzo opuchnięta czerwono-sina tkliwa ,ruchomość bardzo ograniczona usg duźo gorsze niź przed rokiem.Chwilami nie daję rady .Pozdrawiam wszystkich duuuuźo zdrowia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.